dla tych wszystkich którzy nie wchodzili tutaj przez domenę www.lukasz.rzeszow.pl

informacja o przeprowadzce. Ciągle jestem  TUTAJ

 

Tym zdjęciem kończę przegląd koparek okolicznych firm. Pogoda się szykuje ładna więc mam nadzieję, że robota już ruszy “z kopyta”. Tym bardziej, że irytowało mnie patrzenie w moknącą od deszczu dziurę przed domem. Nie ukrywam również, że kilkukrotnie musiałem się w tym powstałym błocie babrać (co było fajną zabawą jedynie przy pierwszym podejściu). Poza tym nie dzieje się nic, to taki już trochę standard u mnie. Pochłaniam ostatnią serię LOSTów, ukradkiem przemykam obok regału z którego spoglądają na mnie złowrogo książki, którym obiecałem, że zostaną przeczytane tego lata i nawet w zimne dni pije wodę z lodem. Jedyne co ostatnio czytam to książkę nawiedzonej pani doktor, która ciało i ducha pomoże mi wyleczyć. Może kiedyś do tego dojdę. Do tego “HALO za tydzień będziesz dwa dni przed egzaminem” sobie dzisiaj powtarzam, czyli zaczynają się pierwsze objawy nadchodzącego stresu. Trzeba to zdać, bo nie przejdzie ani motyw na oczy kota ze Shreka, ani motyw z hasłem “kurna panie ja chce już jeździć”. Nie przepadam za czekaniem, przynajmniej nie za takim czekaniem. Cześć.

Ostatnie szaro-deszczowe dni spędziłem na molestowaniu DVD, potrafił połknąć około 40 odcinków LOST i nie ma dość (albo ja się tak wkręciłem). Weekend wreszcie przyniósł ulgę w postaci słoneczka albo dwóch. Niedziela była piękna, w dodatku udało się brata wyciągnąć w plener (szkoda tylko, że na krótko i fotograficznie były to średnio udane łowy). Poza tym dalej nie załatwiłem sobie praktyki na wrzesień, a powinienem to zrobić dawno-dawno temu (ale kto jak kto - ja lubię sobie komplikować sprawy) i powoli zaczynam się stresować wizją egzaminu na prawko. Niby jeszcze dwa tygodnie - ale irytuje mnie fakt, że nie jeżdżę. Ostro śledzę pogodę - zgłębiam swoją wiedzę na temat deszczy konwekcyjnych i wieloskalowych, niewiele mi to daje poza świadomości, że mamy przerąbane z tą dziurą przed domem. Wykorzystaliśmy dzisiaj chwilę ładnej pogody i dalej kopaliśmy.

Brat walczący z rurą przed wieczornym deszczem: