You are currently browsing the monthly archive for listopad 2006.
Piątek i sobota minęły pod znakiem ostatnich przygotowań do zimy, jestem zmęczony, obolały – ale bardzo zadowolony z wykonanej pracy. Wieczorami natomiast pożeram kolejne odcinki serialu “Rzym”. Apetycznie.
“Jest rok 52 przed Chrystusem. Czterysta lat po założeniu Republiki, Rzym jest najbogatszym miastem na świecie, kosmopolityczną metropolią zamieszkałą przez milion ludzi, epicentrum rozległego imperium. Republikę założono biorąc pod uwagę rozdział siły i współzawodnictwo, tak by żaden człowiek nie przejął całkowitej kontroli. Jednak teraz podstawy Republiki kruszą się w wyniku korupcji i brak umiaru. Klasa rządząca staje się bardzo zamożna, rezygnując ze starych wartości spartańskiej dyscypliny i społecznej jedności. Między poszczególnymi klasami występuje wielka przepaść. Prawne i polityczne systemy osłabły, a siła coraz bardziej nabiera znaczenia militarnego.
Po ośmiu latach wojny Juliusz Cezar zakończył podbicie Galii i wraca do Rzymu. Przyprowadza ze sobą legiony wzmocnione w walce, lojalnych ludzi, niewyobrażalne bogactwo niewolników, złota i łupów, a także populistyczny plan radykalnych zmian społecznych. Arystokracja jest przerażona i grozi oskarżeniem go o wojenne zbrodnie, jeśli wkroczy do Rzymu. Wątła równowaga sił leży w Senacie, w którym zasiada stary przyjaciel Cezara, jego partner i mentor Pompejusz.
Taka jest sytuacja, kiedy dwóch żołnierzy Cezara z 13 Legionu Lucius Vorenus i Titus Pullo otrzymują rozkaz powrotu do dzikiej Galii, by odzyskać skradziony sztandar, unikalny symbol legionu Cezara, co uruchomi łańcuch zdarzeń przeplatających się z podstawowymi wydarzeniami starożytnego Rzymu.
Intymne dramaty miłosne i zdrady, władcy i niewolnicy, mężowie i żony – rzymska kronika tamtych czasów, w której zobaczymy upadek Republiki i tworzenie imperium.”
(opis autorstwa użytkownika “filmożerca” z serwisu FilmWeb)

Broniewski za czasów technikum przewijał się przez moje dłonie niejednokrotnie. I chociaż automatycznie ciśnie mi się na myśli wiersz “ulica Miła” chciałem Was “poczęstować” czymś bardziej optymistycznym.
Księżyc szalony skoczył na chmurę,
usiadł okrakiem, krzywy jak 3.
Miasto stuokie patrzy do góry,
idzie ulica, idzie i drży.
Chodzę wieczorny, szumny, wiatrzany,
lecą ulice w lewo i wprost.
Księżyc, w gwiaździste stado wmieszany,
złotą podkową dzwoni o most.
Pajac! – na dachu gra pantominy.
Nagle talarem do nóg mi spadł.
- Jakiś ty śmieszny, jaki dziecinny…
- Wszyscy my tacy: ja, ty i wiatr…
Wiersz autorstwa Juliana Tuwima oraz wykonanie go przez zespół Akurat – obie formy przemawiają do mnie na swój sposób. Zwróćcie uwagę na ciągle aktualny przekaz tych słów:
Gdy znów do murów klajstrem świeżym
Przylepiać zaczną obwieszczenia,
Gdy “do ludności”, “do żołnierzy”
Na alarm czarny druk uderzy
I byle drab, i byle szczeniak
W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
Że trzeba iść i z armat walić,
Mordować, grabić, truć i palić;
Gdy zaczną na tysięczną modłę
Ojczyznę szarpać deklinacją
I łudzić kolorowym godłem,
I judzić “historyczną racją”,
O piędzi, chwale i rubieży,
O ojcach, dziadach i sztandarach,
O bohaterach i ofiarach;
Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
Pobłogosławić twój karabin,
Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
Że za ojczyznę – bić się trzeba;
Kiedy rozścierwi się, rozchami
Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
A stado dzikich bab – kwiatami
Obrzucać zacznie “żołnierzyków”. -
- O, przyjacielu nieuczony,
Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
Króle z pannami brzuchatemi;
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: “Broń na ramię!”,
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami;
Że coś im w bankach nie sztymuje,
Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
Lub upatrzyły tłuste szuje
Cło jakieś grubsze na bawełnę.
Rżnij karabinem w bruk ulicy!
Twoja jest krew, a ich jest nafta!
I od stolicy do stolicy
Zawołaj broniąc swej krwawicy:
“Bujać – to my, panowie szlachta!”
