Już nic mnie nie boli, a poziom słyszalnych przeze mnie dźwięków wzrasta każdego dnia i chociaż szum, który mi towarzyszy dalej jest lekko irytujący to jest przecież o niebo lepiej. Poza tym jestem leniem - ale to przecież dokładnie wiecie. Łatwo się domyślić, że jak sobie już tak siedzę w domu, to oczywiście w ramach cierpienia, które nie chciało być podwójnym - zamiast przyłożyć się do nauki, obijałem się przez te dni, które minęły. Wyrzuty sumienia już trochę podrosły, więc nie dało się ich zamieść w kąt. Jest szansa, że kiedyś zmądrzeje i będę się zabierał za naukę w odpowiednim czasie. Na pewno jestem uczulony na takie przyswajanie wiedzy; w końcu wszelkie terminy przyprawiają mnie o dreszcze, zaczynam gadać od rzeczy a we wnętrzu głowy czuję swędzenie spowodowane rozbijającymi się o siebie myślami. Weekend się zaczął. Ten weekend sponsorują wszyscy, którzy nie znoszą metodologii badań pedagogicznych. Cześć.